... - 20.01.2020

... - 20.01.2020

-

Tylko sen

Dom z zamkniętą bramą
Znaczony szarą kratą
Śliskiego mózgu
Ślepego zaułka

Dom z surowym ładem
Posiłków
Odwiedzin
Ciężkiego oddechu

Dom skręconych nerwów
Bezbronną sylabą modlitwy
Ponad łez płatkami
Rozsnuwa skrzydła do lotu



-----


Jedno okno mi wystarczy

Tam
Gdzie miłości bez liku
Przelotnych kaprysów
I ręce pełne
Próżności rozdziału
Zapal mi lampę w oknie radości
Abym mogła zobaczyć
Na ulicy
Szczęście



-----


Miłość

Przeszła pod moim domem
Weszła zwyczajnie
Bez pukania

Zupełnie z bliska
Spojrzała
Jak we własne szczęście

Utkwiła we mnie oczy
Czułości dreszczem
I szeptem niepokoju

Nigdy nie była tak piękna



-----


Powrót do domu

Oświetlone samotną latarnią
Ruchome cienie
Płyną z wiatrem ponad czasem
W rozkoszy wolności wieczornego nieba

Zabieram ze sobą dźwięki
Z każdą chmurą bardziej intensywne
Podniecające
Rozedrgane

Dotykam w mroku nadchodzącej nocy
Wtulony w drzewa księżyc



-----


Miłość
Diadem księżyca na czole nocy
Miłość
Wróżba Twojej twarzy
Miłość
Kiście kropel w objęciach



-----



Zbudujesz ze mnie dom
I stół zmajstrujesz
I we mnie zamieszkasz

Ciepły snu początek




-----


Dusza wyzwolona
Szalona
Swobodna
Pędzi z wersu do wersu
Zrywa wszystkie mosty
Wzdycham
Szalej sobie!
Ja też taka jestem!



-----


Kiedyś
Byłam
Poufale bez czułości
Teraz
Jestem
Splotem kolorów



-----


Miłość

Setki razy kłaść kolor dnia
Zmieniać
Dysonanse w akord
Stopniowo
Żeby mogła trwać dalej
W afekcie i na tymczasem
Na Twoim progu
Tam
Pośród mroku
W sekretach które wyjawię
Pisząc subtelnie
Wiersz
Który będzie Tobą



-----


Kołyszesz mnie swoją nieuchwytną tajemnicą
Przeistaczasz w poryw moją przycichłą krew
Zniewalasz uśmiechem cichym i westchnieniem
Obejmujesz narodzone do życia pragnienia

Jestem pomiędzy morzem a niebem Twych ramion
Otwarta do objęć przemieniona w fale
W cichym niepokoju głębin chłonę czułość
Pieszczę rozmowę naszych rąk ustami.

Pochłoń mnie bym nie mogła nauczyć się milczenia



-----


Szczelina

Znajdę miejsce wzajemne
Niby kładkę
Którą wciąż zawieszam
Mozolnie
Obręczą horyzontów
Rozsypanych włosów
Po Twoim bezmiarze



-----


Kim jesteś ?
Pragnieniem i Upojeniem
Magią i Marzeniem
Duszą i Bijącym Sercem
Szaleństwem i Uspokojeniem
Rozkoszą i Słodyczą
Szeptem i Rozmową
Łzą i Uśmiechem
Czekaniem i Bezsennością
Pocałunkiem i Muśnięciem
Ramionami i Objęciem
Snem i Jawą
Wierszem i Muzyką
Smutkiem i Tęsknotą...
...................
Sekundą Minutą Godziną...
Kwitnieniem mego serca
Moim istnieniem



-----


Pokój podobny marzeniu
Metafizyczny
Pachnący pragnieniem rozkoszy
W chwilach najwyższych uniesień
Zaczarowany jednym pocałunkiem
Aż po zniszczenie języka



-----


Śniąc

Przechodzę przez bramę
Twojego ciała
Wyzbyta wstydu
By leżeć do rana
Milczeniem nadziei



-----


Głębokie oddechy objętych ramion
Smakują namiętnością
Moją
Twoją

Mrok owija nagość
Rozchylając uda
Moje
Twoje

Ukołysana zapadam w fale snu
Gdzie pragnienia są modlitwą
Moją
Twoją



-----


Osłaniasz mnie swoją miłością
Oddycham Twoim oddechem
Stoję przed kryształowym lustrem
Spokojnie
Kocham



-----


Osłoń łzy bezbronne
Pierwszego spojrzenia
Rozpędź mgły złowrogie
Rozsnute wśród zgiełku
Unieś marzeń płótno
Ponad chmur kontury
Otul drżące uczucia
Oddechem przystani



-----


nie spałeś przeze mnie...
jednak ta krótka chwila którą mi podarowałeś o tak dziwnej porze i w czasie takiej pogody jest wzruszeniem czystym
kryształem Twoich źrenic w mroku ciepłem Twojego oddechu...
jakże spać teraz mogę



-----


Tyle razy wypowiadałam Tobie do ucha - KOCHAM, ale bezgłośnie, jedynie moje wargi drżały i dziwiły się, dlaczego jest taka cisza



-----


Odkąd złapałam pierwszy oddech
Na gorącym uczynku kradzieży...
Twój oddech

Wzięłam w dwa ognie portret oczu
Na szczęśliwe otwarcie...
Twoje oczy

Odkryłam zachłanność rąk
Pośpieszny szyfr dotyku...
Twojego dotyku

Zapragnęłam żarliwości ust
Mieniących się tysiącem smaków...
Twoich smaków

Żarłoczna zgodność dwóch ciał
Miłość od pierwszego płomienia...
Mojego płomienia



-----


Zawieszony nad głową lipiec
Radość skwaru letniego
Ekstaza snu nieskromnego
Weź mnie za rękę

Mam burzę z piorunami w trzewiach
Mam szczura w niezwierzonych sekretach
Mam trzy szalejące dusze
Weź mnie za rękę



-----


Wariuję bardziej niż koszula na wietrze

Kiedy nie śpię wierzę że jesteś
Godny zaufania jak droga
Prowadząca do miejsca
W którym znowu myślę o Tobie
Nową harmonią znaczeń

Kocham Cię jak światło dnia
Najbardziej o świcie
Słońce zastaje mnie wśród pytań
Których nie zadajesz


-----


* * *

Podawał dłoń przez krawędź łóżka
Szepcząc :
Przeprowadź mnie przez strumień czasu
W odwadze
Która rośnie z lęku

Zaczesała zwichrzone włosy
Z lewej na prawą
Śmiałością mówienia żywiołów :
Zdejm zegarek
Proszę...


-----


Trudno o chłodny spokój

Wiedział
Że wszystko
Że tylko tyle
Że wiele razy
Że mógłby pozostać
Skulony
Mroczną rozkoszą
Dwojga miłości
Aż otworzysz oczy



-----


Splot kolorów spływa po mnie
Księżyc przymila się i znika
Oczy przewracają się w sen
Jakby obracał nimi wiatr

Moja lepsza część
Moja poetycka intuicja
Moje rozchełstane ramiona
Były otwarte na Ciebie

Upuściłeś mnie z policzka
Jak łzę



-----


Aż uśpi mnie świt

Chrapliwie potyczki
Ciężkich chmur snu
Skargi bruzd na czole
Uwierzytelniających
Wyrazy współczucia
Przysiąg
Ich odwołań
Rezygnacji
Pieniędzy grosz do grosza

Czasami powietrze marzeń
Unosi się ponad dachy
Zapamiętaniem Twych gestów
Hojności ramion
Wkrótce stulonym
W komnatę snu



-----


Dar

Martwa pieszczota
Niby gwóźdź między wargami
Wbity
Biegnącym cieniem donikąd
Wciąż kreśli swoją magię
Przed czasem
Który masz w oczach



-----


Zima wchodzi aż do mózgu
Tam gdzie niegdyś mieszkało słońce
I naszymi oczami otwierał się czas
Teraz śnieży wiatr potrząsając drzewami

Tam cały świat błyszczał jak kropla
Teraz w zmąconych wodach szamoce się jakiś cień
Nagle zapomniała się chwila rzucając w słońce
Śnieg bezlitosny i mgłę lękliwą

Teraz znów niebo płonie rozłożyście
Noce w białej bezsenności
Przynoszą ciszę i melodię
Zakochaną czarodziejkę dźwięków tamtych czasów






Wanda F. ( bez zgody Autorki )