BRUKSELSKA ESKAPADA „ROLNIKA” Z ŻOLIBORZA…
1/2
Całą Polskę lotem błyskawicy obiegła wieść, że oto pan Prezes Kaczyński (wraz ze świtą) wybiera się z niespodziewaną wizytą do samego serca zgniłej, liberalno-lewackiej Europy, czyli do Brukseli.
W dniu wczorajszym właśnie w Brukseli miał się odbyć jeden z największych w ostatnich latach protestów unijnych farmerów. Czyli po naszemu: rolników… Tak właśnie ten protest anonsowali politycy PIS.
I właśnie do tych dziesiątek tysięcy oburzonych farmerów (po naszemu: rolników) miał zamiar przemówić pan Prezes Kaczyński. Przemówić oczywiście w języku angielskim, a jeśliby zaszła taka potrzeba, to także w języku francuskim lub niemieckim! Tak przynajmniej zapewniali w social mediach czołowi politycy PIS: Czarnecki, Fogiel-Mogiel, Bochenek, no i sama Anna Zalewska, prawdziwa diva naszej sceny politycznej!
Cała Nowogrodzka była w euforii, niemal cały elektorat PIS również. No to pan Prezes Kaczyński da popalić tym wszystkim unijnym technokratom, Ursuli, Timmermansowi, Zielonemu Ładowi, ekologom, ornitologom, Zielonym, lewakom, postkomuchom, liberałom i reszcie tej bandy! A przede wszystkim da popalić Tuskowi! Swoją brukselską wizytą Prezes Kaczyński miał całkowicie przesłonić zwołany przez „Rudego” wiec w Warszawie.
Najwięksi wśród polityków PIS optymiści oczami wyobraźni widzieli już Prezesa maszerującego na czele tłumu wściekłych farmerów (po naszemu: rolników) na siedziby wrażych unijnych instytucji chronione przez zwarte oddziały policji i wojska. Widzieli go wznoszącego barykady na brukselskich ulicach, taranującego traktorem bariery, palącego sterty opon lub rzucającego koktajle Mołotowa!
Cóż by to było za piękne zwieńczenie jego długiej kariery niezłomnego wojownika i herosa w walce o wolność i demokrację! I jak wspaniale kontrastowałby w relacjach medialnych taki obraz Prezesa Kaczyńskiego z wizerunkiem ubranego w białą koszulkę, wymuskanego Tuska przemawiającego na placu Zamkowym do jakiejś garstki zwolenników PO. Takie były plany…
W samym szczycie kampanii do PE pokazać Polakom, kto tak naprawdę walczy z Zielonym Ładem i ekologicznym dyktatem Brukseli, kto nie jest (w przeciwieństwie do Tuska) sługusem Berlina i agentem Kremla, kto stoi (w przeciwieństwie do Tuska) ramię w ramię z polskimi rolnikami i walczy o ich interesy, kto nie boi się (w przeciwieństwie do Tuska) dla dobra Polski narazić na szwank swojego życia i zdrowia!
I jak to ostatnio często się Prezesowi Kaczyńskiemu oraz jego partii zdarza, całe te plany poszły się najzwyczajniej je*ać…
Z tych ambitnych zamiarów mocnego uderzenia w Unię oraz rząd Tuska udało się zrealizować tylko 1. punkt!
Kaczyński pojechał do Brukseli i pewnie uda mu się również z niej wrócić (niestety). Na upartego można to rozpatrywać w kategoriach sporego sukcesu, była to bowiem chyba dopiero trzecia podróż Prezesa poza granicę RP.
W latach 90. XX w. odwiedził Austrię, ale z tej eskapady pozostał mu w pamięci tylko widok wiedeńskich burdeli…
Co on w nich robił – nie wiadomo. Raczej nie korzystał z usług „panienek”, bo przecież kobiety nigdy go nie rajcowały i do dziś nie rajcują… Jeśli już, to szukał tam jakichś „chłopaczków”.
A kilka lat temu zdobył się na heroiczny czyn i poleciał samolotem do Londynu na spotkanie z premier Teresą May, ale jeszcze tego samego dnia wrócił. I tyle było tych jego zagranicznych wojaży, więc 24-godzinny wypad do Brukseli na pewno zostanie odnotowany przez jego biografów i historyków… Ale to był w dniu wczorajszym jedyny „sukces” Prezesa.
Przede wszystkim żadnego wielkiego protestu farmerów (po naszemu: rolników) w Brukseli wczoraj nie było.
Organizatorzy zapowiadali przyjazd 30-40 tysięcy osób, a przybyło zaledwie kilka tysięcy.
Podobno większość zrezygnowała w chwili, gdy okazało się, że ideologiczny „patronat” nad protestem próbują roztoczyć partie nacjonalistyczne, faszystowskie i ultraprawicowe takie jak: PIS, Fidesz, hiszpański Vox lub niemiecka AfD.
I gdy stało się oczywiste, że w rzeczywistości partie te mają w dupie farmerów (po naszemu: rolników) i chcą tylko wielotysięczny protest wykorzystać politycznie na samym finiszu swoich kampanii wyborczych do PE. Dokładnie tak, jak chciał to zrobić Kaczyński.
Podobno zresztą polscy rolnicy, jadący kilkunastoma autokarami na protest w Brukseli, gdy dowiedzieli się, z kim przyjdzie im się tam spotkać i czyjego bzdurnego przemówienia wysłuchiwać, podnieśli bunt i zażądali przerwania podróży oraz natychmiastowego powrotu do kraju. Odechciało im się protestu ramię w ramię z "rolnikiem" z Żoliborza.
Wykalkulowali, że z dwojga złego wolą jednak Zielony Ład niż towarzystwo Prezesa PIS, "Kur*skiego", Zalewskiej lub Bielana, o Czarneckim nie wspominając...
ciąg dalszy pod nastepną fotką