... - 20.01.2020

... - 20.01.2020

-

Przez kruchy sen
Po cichutku
Skrada się wśród włosów
Strach
Uwiera pod językiem
Czuję jak oddycha
Słucha i czeka
Żebrze
Wierzy
Jeszcze nie wierzę



-----


Ściskam Ci rękę

Moja ręka została w innym czasie
Roztargniona
Lękliwie gotowa pieścić wiersze
Linijka po linijce
Gotowa doznać rozkoszy
Muskając cierniste zakamarki
Tabel wartości milczenia
Zgrzytem złudzenia
Zbierając po drodze zwykłą delikatność
Jak zawsze
Bezradnie szaloną



-----


Myśl

Wciąż wraca
Tym samym torem
Ze ślepego zaułka

Zbielałe ostrze
Wbite w głowę
Przyjęte na własność

Pali pod palcami
Ból zaciska ją w pięść
Na próbie ucieczki



-----


Słowa...
Najprostsza ich zawiłość
Boli wieczorami
Niepokojem mrocznego szyfru

Cisza...
Wplątana w sieć myśli
Rani subtelnie
Pustką bez nadziei



-----


Fantazje

Roziskrzona na ustach muzyka
Subtelne zaloty kochanka
Rozkołysane namiętnością biodra
Nagie piersi
Smukła szyja
Wielobarwnych miłości
Pięknych kłamstw
W zmienności zachcianek

Ku jakim snom?



-----



Wymuskany
Gładki
Nauczony giętkości
Urodzony w igraszkach beznadziejnego losu
Zamęt ogarniający głowę

Pokutny i dojrzały
Spływa zwieszoną brodą
Błądząc na skrawku życia
Bezbronnym uderzeniem serca



-----


Chichot od ucha do ucha

Dobrotliwy pająk wspomnień
Wychudły adwokat
Z powiek ścierający sen
Mackami dłoni
Postnego egzystencjalizmu
Przypadkowo
Bezosobową nicością
Zza okiennej kotary
Szeptem
W szermierce życia
Tuli wierszem który kocha
Szczerze
I
Milcząc nieba sięgając
Szczęśliwie
Kropel jedną raną
Płynąc wysoko
Poza ciekawością
Zwyczajnie
Czuwając i wątpiąc
Płomiennie
Zapamiętale
Niezrozumiale
Pragnąc błękitów nadmiaru
Choć na jedno mgnienie
Rośnie z lęku wcześniej niż pytanie



-----


Jutro się wykąpię
Uśmierzę ból
Gładko przyczeszę włosy
Wypucuję zęby
Proszę zadzwoń...

Choćby do zegarynki



-----


Głosy wyobraźni
Od subtelności do krzyku
Odbite gestem
Dławią zachłannością
Wzruszeń

Spojrzeniem
W głąb pokoju



-----


Szczęście zdejmuje krawat
Wchodzi do łóżka
Jasne loki
Jedwabiście smagłe kształty
Smukła szyja jak z płótna Goyi
Oddech wzmaga podniecenie
Sperma zmieszana z ciszą płynie pod sam dach

Rzucone na podłogę spodnie
Wpatrzone w przyszłość
Zmierzwione blond włosy
Włączone tykanie zegara
Ciekawość.
Namiętna ręka pożądania



-----


Godzina
Niezręczne milczenie
Ostrożność
Moja świadomość zaczęła się powoli
Łącznie z rozkoszą
Bólem i radością
Surowością złagodzoną
Dziwnie wieloznacznym
Bezbarwnym językiem
Ukrytym
Pod ciężkimi powiekami
Kochających dłoni i warg
Bezruchu
Wyciągniętych ramion
Kontraktem nadziei na zwycięstwo
Zapatrzonych w gwiazdy



-----


Schadzka

Ściągnęła pończochy
Jedna po drugiej

Tłustawe uda
Mlecznobiałe
Wydatne pośladki
Linie krzywe
Zakola
Nonszalanckie i kapryśne
Szczodre w pieszczoty i zdrady

Oblizał wargi
Gniewnym spojrzeniem
Wspomnień i wyrzutów
Lęków i żądz
Frustracji

Wciągnęła pończochy
Jedna po drugiej

Ileż bym dał za szczęście
Pomyślał



-----


W kieszeni

Nie
Nie pokażę tego listu
Groteskowo zmarszczonego pod starą stalówką
Daremnej miłości

Tylko postscriptum pełne łez
Wciąż pachnie niebieskim atramentem
Oczekiwania



-----


Pocałunek

Bez upojnego zapachu szminki
Bezbarwny
Bezwonny
Wraca posmakiem samotności
W kąciku zapomnianych pieszczot



-----


Nie muszę subtelnie
Kiedy widzę nóż

Nie muszę logicznie
Kiedy dopada cierpienie

Nie muszę poetycko
Kiedy nikomu niepotrzebnie

Nie muszę erotycznie
Kiedy podnieca przedmieście

Nie muszę o miłości
Kiedy niszczy życie

Nie muszę...
Dlaczego więc pukam do drzwi Twojego serca?




-----


Głód serca
Gorycz klęski
Dary i odmowy
Półofiarowania

Przetrwałam noc
Brzask niepotrzebny
Samotny uśmiech
W moim zimnym lustrze



-----


Ile śmiechu
Beztroski...
Tylko zakochani
Tragicznie smutni
Siedzą na swych ławkach



-----


Przeklinam mijane dni
Kryjące w skrzynkach pocztowych
Wstydliwą miłość
By płakać
Lub błądzić samotnie

Przeklinam drżącą tęsknotę
Rozpiętą na skórze
Cichym pragnieniem
By zgrzeszyć
Lub śnić oczekiwanie

Przeklinam czas nieruchomy
Ciążący wśród pajęczyn
Zgubionych wspomnień
By znów objąć wargami
Księżyc na Twojej twarzy



-----


Sezon udręki

Dotykam nocy uśmiechem zdumienia
W pościeli bezsenności
Szukając rysunku Twojej twarzy

Bez nadziei
Bez przebaczenia

Drży z lęku nagie serce
Szukając pulsu powietrza
By dożyć do rana

Bez nadziei
Bez przebaczenia

W strachu przed rozsypaniem
W cieniu łez zapomnienia
Wciąż mam lawendowe usta



-----


Inna miłość

Kwieciste kłamstwo
Wzlot z gruntu fałszywy
Ukute szalbierstwo
Przygwożdżone szulerstwo

Wśród kilku godzin
Umiera
Z cudzą krwią
Kapiącą na klawisze



-----


Dotyk

Wciąż wraca
Zaułkiem serdecznego palca
Wciąż patrzy
Cienkimi tynkami skóry
Wciąż czuje
Strzaskanym zapachem ciszy
Pokrzyżowanego planu
Kradzieży
Cudzego ciała



-----


Nie

Nie
To tylko słowo
Bagaż strzaskanych kości
Nieświadome dzieło bólu
(wszelkie prawa zastrzeżone)
Arkusze przeszyte nicią strzałów
Wzrokiem
Bezradnością rąk

Nie
Spływa po murze o świcie
Zmęczonym wzrokiem
Poznasz je kiedyś...

Na wylot






Wanda F. ( bez zgody Autorki )